Finał biegów z Naturą

W dniu wczorajszym odbył się ostatni z serii zBiegiemNatury organizowanych nad Rusałką w Poznaniu. Od samego rana przywitała nas słoneczna, prawie że wiosenna pogoda. Można też było zaobserwować większe tłumy, które ochoczo przyszły pobiegać jak i pokibicować. Zaraz po przyjeździe poszedłem odebrać numer i chip. Jak się okazało, nie wiedzieć dla czego tym razem organizatorzy rozdzielili odbiór numerków i chipów i trzeba było stać w dwóch kolejkach co trochę wydłużyło sprawę. Na miejscu spotykam się z Markiem i truchtem udajemy się na start. W połowie drogi musimy trochę przyspieszyć, bo nie wiadomo jak, ale naglę zrobiła się 10:55. Po dotarciu na linie startu tłum był już zbity i zwarty, tak więc nie pozostało nam nic innego jak ustawić się z przodu.

Widząc wcześniej, że na trasie znajduje się sporo błota, ustawiliśmy się z boku. Był to dobry wybór, bo już po pierwszych 50 metrach od startu w tłumie pojawiła się pierwsza gleba. Jako że startowaliśmy z czołówką, tempo było mocne i większość nas wyprzedzała. Po pierwszym kilometrze, okazało się że mamy tempo 4:21. Jak dla mnie zdecydowanie za szybko, żeby uciągnąć tak kolejne kilometry. Trochę odpuszczam, ale widzę że Maras nie ma zamiaru i powoli oddala się ode mnie i znika z horyzontu.

Pulsometr co jakiś czas daje znać, że tętno jest wysokie, ale nawet nie patrze na niego, żeby nie przestraszyć się jak bardzo wysokie. Staram się równo oddychać i za mocno nie sapać. Kolejne kilometry wychodzą w tempie 4:37. Około 3km ni stąd ni zowąd doganiam Marka. Od tego momentu trzymam się za nim. Na trasie momentami zalega mocne błoto, w szczególności w tych bardziej nasłonecznionych miejscach. Początkowo staram się je omijać, ale od pewnego momentu, stwierdzam że lepiej jest biec środkiem błota, niż bokami gdzie jest śliska trawa, i wąska ścieżka ograniczająca wyprzedzanie.

Wiosenne roztopy

Wiosenne roztopy

Na czwartym kilometrze mam już serdecznie dość tego biegu. Jest to zawsze miejsce gdzie zawracamy już w kierunku mety, i biegniemy bliżej jeziora. Wtedy też hulający wiatr daje o sobie znać. Każdy kolejny metr powoduje, że mojej głowie kołacze myśl, oby tylko się nie zatrzymać. Mogę zwolnić, ale napierać trzeba dalej. Jakoś udaje się dotrwać do końca i z językiem na wierzchu przebiec linie mety.

Strategia na wczorajszy bieg było utrzymać średnie tempo 4:40. Założenia zostały spełnione, a nawet trochę lepiej. Jednak początek był zdecydowanie za szybki, przez co cały bieg był bardzo męczący. Gdybym wystartował bardziej spokojnie, to mógłbym przyspieszyć na 4km, i wtedy umierać tylko 1000m a nie jakieś 4000 😉

Cały cyk był bardzo dobrym pomysłem, bo motywował do biegu w chłodniejsze dni. Bez tej motywacji pewnie o wiele trudniej wychodziło by się w mroźne i śnieżne dni, tylko po to żeby pobiegać. GP się skończyło, ale sezon dopiero się zaczyna. Trzeba wyznaczyć sobie kolejne cele na ten rok!

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz