Bieg o Koronę Dąbrówki 2013

Minął rok odkąd zaczęła się moja przygoda z bieganiem.  Jak już pisałem kiedyś wszystko zaczęło się od imprezy biegowej, oddalonej 300 metrów od mojego domu, w której wtedy nie wziąłem udziału, ale była ona bodźcem. Mowa tu o Biegu o Koronę Dąbrówki, który odbywa się na dystansie 10km. W tym roku mieliśmy już trzecią edycję, na którą postanowiłem się zapisać.  Wraz ze mną zapisał się Paweł, który dodatkowo podniósł poziom biegu i pozytywnej rywalizacji. Impreza z roku na rok staje się coraz bardziej rozpoznawalna i zarazem oblegana. Do tego stopnia, że na kilka dni przed startem, organizator zdecydował się na zamknięcie zapisów, aby być w stanie zapewnić odpowiedni komfort bieganie już tym zapisanym.

Korona Dąbrówki 2013

Korona Dąbrówki 2013

Brałem już udział w kilku imprezach biegowych, ale nigdy na dystansie 10km i nigdy w takiej, gdzie rozgrzewkę mogłem zrobić biegnąc z domu na linie startu. Niezwykłe wrażenie, gdy w jednej chwili robisz coś w domu, a za 20min jesteś już na starcie. Dodatkowo jest to jedna z nielicznych imprez biegowych, która w całości biegnie po leśnych duktach – jest naprawdę przyjemnie.

Nim wystartowaliśmy było jeszcze klika minut, żeby porozglądać się po stoiskach zorganizowanych dookoła biura zawodów. Widać było od razu, że pojawiło się więcej sponsorów i firm patronujących. Był nawet namiot z grami planszowymi! Czegóż więcej chcieć 🙂

Pogoda tego dnia dopisała, było nawet chłodno, jakieś 11 stopni. W sam raz żeby ubrać się na krótko. Początkowo jest zimno, ale po 2km będzie przyjemnie. Tuż przed godziną ZERO ustawiamy się z Pawłem w sektorze startowym. Staramy się być w miarę z przodu. Ostatecznie wychodzi z tego tak 1/3 stawki. W tym momencie dostrzegam także znajomego Izydora, który o dziwo stoi jako kibic i filmuje moment startu. Wbijam się w kadr, machając rękoma niczym pajac. Chwile później słychać ciche KABUM i ruszamy. Pierwsze 300 metrów, to przepychanka i slalom byle wyprzedzić hamulcowych, którzy ustawili się z przodu. Dlaczego zawsze tak jest, że ludzie ustawiają się niezgodnie z swoimi możliwościami? Może organizator powinien pomyśleć o zrobieniu pseudo sektorów, z oznaczeniem, co kilka metrów, na ile się biegnie.

Start

Pierwszy kilometr biegnę razem z Pawłem, rozmawiamy, żartujemy, atmosfera jest luźna. Potem po lewej stronie mijamy baner „3:33 TEAM GAZU”, i Paweł jakby wziął to sobie do serca. Przyspiesza i po kilometrze znika mi z oczu. Staram się biec na tyle spokojnie, żeby móc przyspieszyć w drugiej połowie. Motywują mnie goście, którzy strasznie sapią i ledwo co dyszą, a mimo to cisną coraz szybciej. Na piątym kilometrze był zorganizowany bufet, z którego postanowiłem skorzystać. Sam nie wiem czemu, bo dystans 10km, to taki gdzie nie trzeba pić. Całe to zamieszanie z kubeczkami tylko wybija mnie z rytmu i w sumie było nie potrzebne.

Od tego miejsca jest już naprawdę luźno i czasami gubię z horyzontu kogokolwiek. Do mety zyskuje jeszcze kilka pozycji, choć trochę też tracę, ale bilans jest dodatni. Około 8km, dopada mnie mały kryzys, ale szybko się opamiętuje i wracam do odpowiedniego tempa.  Na ostatniej prostej pojawiają się dopingujący kibice, między innymi mój tata 🙂 Finisz jest ostry niczym sprint na 100m, bo na plecy wsiadł mi jakiś koleś, a ja nie miałem zamiaru odpuszczać.

Wbiegam na metę i uradowany widzę, że zegar wybija 00:49:32 – plan aby złamać 50min zrealizowany! Padam na twarz.

Paweł przybiegł jakieś 2min przede mną, czyli też zrealizował swój cel – być przede mną. Choć ani przez moment nie wątpiłem, że tak będzie. Choć jak później opowiadał, co pewien czas obracał się nerwowo, spoglądając czy gdzieś się nie czaję za jego plecami  😉

Impreza udała się znakomicie. Widać, że organizatorzy bardzo się starają i z roku na rok rozwijają.  Żeby nie spoczywali na laurach, mogę podpowiedzieć, że za rok mogą pomyśleć o:

  • ‘sektorach’ startowych
  • większej ilości osób podających wodę
  • depozycie
Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz