SZAGA 2013

W ten weekend odbyła się impreza biegowo/rowerowa na orientacją – SZAGA. Zawody zostały zorganizowane w Zniemyślu. Na miejsce jadę z Pawłem, który tak samo jak ja zdecydował się wystartować na dystansie TP25. Tuż przed Kurnikiem na trasie dojeżdżają do nas Magda, Marek i Mariusz, którzy zdecydowali się pojechać trasę rowerową. Magda 50km, a chłopaki stówkę (TR100). Wspólny start był wyznaczony na godzinę 9:00, ale rejestracja musiała się odbyć najpóźniej do 7:30. Na miejsce dojechaliśmy koło 7:00, tak więc ze spokojem dopełniliśmy formalności i powoli zaczęliśmy się przygotowywać. Jak się okazało ilość osób, która zdecydował się wystartować była całkiem spora, i widać było po rejestracjach samochodów, że są to ludzie z całej Polski.

BnO

Przed startem nastąpiła krótka odprawa, sprawdzenie wyposażenia obowiązkowego i na 10 min przed godziną zero dostaliśmy mapy. Od tego momenty następuje nerwowa analiza trasy. Okazało się, że mamy do zaliczenia 7 punktów z góry wyznaczoną kolejnością. W raz z Pawłem ustalamy na szybko strategię na pierwsze 4 punkty, pozostałe zobaczy się w trakcie trasy. Pierwszy jest oddalony stosunkowo daleko, bo według mapy wychodzi jakieś 7,5km. Ogólna taktyka była taka, że biegniemy raczej głównymi trasami, z założeniem że możemy nadłożyć trochę drogi. Zaczyna się odliczanie i ruszamy.

Pierwsze kilometry są trochę nerwowe, i jak to bywa chyba za szybkie. Przed nami jakieś 10 osób, na pierwszym rozwidleniu grupa się rozdziela i około 5 osób jest przed nami. Gdy do pierwszego punktu mamy jeszcze jakieś niecały kilometr mija nas dwóch gości, którzy już od niego wracają! Było widać że tempo maja jakieś zabójcze. Pierwszy punkt odnajdujemy od razu i bez komplikacji. Być może też dla tego, że opodal niego stoi samochód organizatora, który robi fotki 🙂 Szybkie odbicie karty i napieramy na kolejny punkt, z góry oznaczoną trasą.

Dwójka była umieszczona na szczycie góry, początkowo zaczynamy za wcześnie przeszukiwać teren, ale już po chwili podbiegamy jeszcze kawałek i znajdujemy właściwy punkt… obok którego była namiot organizatora i spisywanie kolejności zawodników. Okazuje się ze jesteśmy na 7 miejscu w swoje kategorii.

Na trzeci punkt, zbiegamy z góry i musimy się przedrzeć, przez kawałek lasu do pobliskie drogi. Potem już tylko prosta droga i powinniśmy nabiec prosto na punkt, który był oznaczony jako „mostek, północna strona”. Droga doprowadziła nas wprost do Warty no i szukamy. Nie widzimy żadnego mostku na Warcie. Biegamy w tą i z powrotem. Wraz z nami zebrał się już spory tłum rowerzystów i biegaczy. Każdy bluźnie i z niecierpliwieniem szuka tego mostku. Jak się okazało, dobiegając do punktu stromą drogą w dół, przebiegliśmy przez ten mostek i prawdopodobnie ten zbieg i prędkość spowodowała, że nie zwróciliśmy na niego uwagi. Straciliśmy tutaj 18minut i zrobiliśmy 2km biegając w kółko.

Początkowo plan na dobiegnięcie do punktu nr 4 był inny. Chcieliśmy wybrać pewniejszą trasę drogą co wiązało by się z nadłożeniem trochę drogi i pokonaniem tego podbiegu, który spowodował nasze przeoczenie punktu nr 3, ale jako że podczas szukania trójki, trochę pobiegaliśmy wzdłuż Warty i widzieliśmy że jest tam ładna wykoszona łąka, to stwierdziliśmy że spróbujemy skrócić sobie drogę biegnąc właśnie tędy. Wybór okazał się słuszny i już po chwili bez problemu odnaleźliśmy punkt nr 4.

Kolejny punkt znajdował się „na ambonie”. Biegnąc do niego trasa wiodła przez wioskę, gdzie szybko zahaczyliśmy  o sklep spożywczy i kupiliśmy izotoniki. Było gorąco i mój camellback do którego wchodzi tylko 1 litr wody bardzo szybko się osuszał. Punkt nr 5 odnajdujemy bez większych problemów.

Teraz przyszedł czas aby wytyczyć sobie drogę do kolejnego punktu, który był oddalony o ładne parę kilometrów. Decydujemy się na wariant, gdzie biegniemy przez chwile droga krajową, aby potem już praktycznie pobiec przecinka prosto na punkt. Jak się okazuje para innych zawodników również wybiera tą trasę i biegniemy w czwórkę. Na asfalcie trochę ich odstawiamy i skręcamy w „drogę” w prawo. Jak się okazało, ta niby droga, po 100m okazała się zarośniętą dżunglą. Po obu jej stronach były pola. Wybieramy to gdzie rośnie kukurydza, znacznie większa od nas samych i idziemy pomiędzy grządkami. Podłoże jest całkiem równe, tylko trzeba twarz osłaniać, bo liście smagają. I tak idziemy sobie, mając praktycznie zerową widoczność, ale wydaje się że pas zieleni po naszej prawej, odwzorowuje idealnie drogą, która miał się tu znajdować. W pewnym momencie w powietrzu daje się wyczuć ciężki smród. Nagle kukurydza się kończy, a ja ledwo co wyhamowuje przed wielkim i rozległym gnojownikiem. Jak się okazało później, jeden z zawodników za nami nie miał takiego szczęście i wpadł w nie po kostki…

Po 10min przeprawy przez gąszcz dochodzimy wreszcie do normalnej drogi. W między czasie wyprzedziły nas 3 te trzy osoby idące za nami, ale mamy je w zasięgu wzroku. I tutaj zaczynają się moje problemy. Naglę czuje że w obie nogi łapią mnie skurcze w łydki, a uda też powoli zaczynają mrowić. Jednak ta przeprawa przez teren mocno na mnie podziałał. Nie jestem w stanie biec, więc przechodzimy na szybki marsz. Po chwili dogania nas kolejna para i powoli wyprzedza. To mnie trochę mobilizuje i zaczynam powolny bieg. Na punkt nr 6 dobiegamy praktycznie razem w czwórkę.

Została już ostatnia „prosta”, na której jest umieszczony ostatni punkt. Nogi cały trochę puściły, ale co pewien czas gdy chciałbym przyspieszyć, skurcze wracają. Mamy szczęście bo dziewczyna z pary przed nami nie wytrzymuje końcówki i zwalnia. Zostawiamy ją za nami. Do ostatniego punktu nr 7 dobiegamy w trójkę. Chłopak jednak spina się i zaczyna ucieczkę. Mamy go w zasięgu wzroku, ale już wiem że nie będzie szans go dogonić. Nogi już do końca nie chcą mi dać spokoju.

Na metę wbiegamy z czasem 3:50. Trochę zabrakło do optymistycznej wersji, poniżej 3h. Ale może to wynikać też z tego, że za miast 25km zrobiliśmy 32! Według nieoficjalnej klasyfikacji zajęliśmy 10-te miejsce. Tak więc i tak jest nieźle. Szkoda tylko że na końcówce organizm odmówił posłuszeństwa i przez to straciliśmy 4 pozycje. No ale jest to tylko powód do tego żeby zacząć jeszcze mocniej pracować!

Ps. Jak się okazało, Marek z Mariuszem odnotowali wielki sukces i zdobyli 3 miejsce. Gratulację podła!

SZAGA2013

Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz