Orientacja na Rakownię

24 sierpnia postanowiliśmy wybrać się zawody całkiem niedaleko nas, bo do miejscowości Rakownia, na północy Poznania. Dojazd, a właściwie problem z odnalezieniem bazy zawodów, mógł już być ostrzeżeniem, że z orientacją dzisiaj mogą być pewne problemy 😉 Udaje nam się jednak przyjechać w sama raz, aby odebrać pakiet startowy i przygotować się do startu. Ja wylosowałem 16 minutę startową, a Paweł miał ruszać 15 minut za mną.

Minutę przed startem, stojąc już w boksie startowym otrzymałem mapę. Nerwy jak zawsze, szybki rzut oka i plan na pierwszy punkt opracowany. Linia startu była w lesie i były do wyboru dwie drogi: prosto lub w lewo. Nie wiem co mnie zaćmiło, ale wybrałem tą złą i pobiegłem prosto, po jakiś 300m przestał mi się zgadzać krajobraz. Dobrze że tak szybko. Odkryłem gdzie tak naprawdę jestem i zacząłem napierać w końcu we właściwym kierunku, ale teraz już przez las na skróty żeby nie tracić czasu. Wtedy też dowiedziałem się co to są na mapie te okrągłe kółka – były to opłotowane szkółki leśne. Na szczęście nie duże i łatwo dało się obiec. No ale powtórzyło się wtopa z poprzedniego biegu, czyli błąd na pierwszy punkcie.

Drugi punkt to była czysta formalności i nawet szybko poszło. Do trójki trochę nadłożyłem drogi bo znowu nie zauważyłem opłotowania. W ogóle przed biegiem obiecywałem sobie (po wydarzeniach z Puszczykowa), że będę sobie spokojnie biegł drogami i nie będę szalał z przecinkami na azymut. Ale teren i punkty były tak rozłożone, że nie było opcji biec drogami. Dlatego w okolice piątki, dobiegam całkiem sprawnie, biegnąc w kilku miejscach na azymut. Wszystko na mapie idealnie się zgadza. Wpadam do niecki gdzie powinien być lampion i… nie ma go. Za to spotykam innego zawodnika, który również jest przekonany że jesteśmy we właściwym miejscu. Niby wszystko się zgadza, tylko punktu brak :/ Mijają kolejne minuty, a my motamy się na lewo i prawo nie mogąc znaleźć punktu. Gwoździem do trumny był Paweł, który nadbiegł. Znaczyło to, że spędziłem tu około 15min(!). Chyba jakoś mnie to zmotywowało, bo po chwili odbiłem bardziej na północ i punkt sam się znalazł. Trochę mnie to nakręciło i nie obracając się za siebie nabrałem speeda i pobiegłem dalej. Kolejne punkty, odnajdywały się same ;-0 Na ósemce wpadłem w polanę obsianą pokrzywami po pas i dzika, który początkowo nie wiedział czy ma uciekać czy nie. Na szczęście wybrał przeciwny kierunek do mojego. Tutaj też po raz ostatni zamajaczył mi gdzieś Paweł.

Przebieg z 8 na 9 wydawał się największym wyzwaniem, bo prowadził przez środek lasu, bez żadnych wyraźnych dróg. Na szczęście udał się idealnie. Pozostałe punkty również.

Na metę wbiegłem, gdy zegar pokazał 76 min 38s. Cały czas myślałem, że Paweł jest gdzieś tuż za mną. Ale mijają kolejne minuty, a go cały czas nie ma. Z niecierpliwością odliczam minuty, 5..7..10.. No niestety, pojawia się na horyzoncie i dobiega szybciej niż ja, licząc czas netto.

Podsumowując: Trasa w teorii miała mieć 6,1 km w linii prostej, a mnie wyszło 10,7km. Dwie znaczący wtopy (na 1 i 5) spowodowały że zająłem dopiero 20 miejsce (na 42 osoby). Sam nie wiem jak mogłem tak dużo stracić na tym piątym punkcie. No ale jak to mówią, ćwiczenia czynią mistrza 😉 Następnym razem będzie lepiej. Sam impreza została zorganizowana bardzo dobrze, mapa była świeża i idealnie odwzorowywała teren. Na prawdę nie było do czego się przyczepić. No może jedynie, że mogłoby być chipy zamiast perforatorów – jest to wygodniejsze dla biegaczy i można potem lepiej analizować bieg.

Jeżeli za rok impreza będzie organizowana jeszcze raz, to na pewno tam wrócę.

Analiza mapy po biegu

Analiza mapy po biegu

Trasa wraz z śladem GPS

Trasa wraz z śladem GPS

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz