HADES GP#1 – Olszak/Malta

Nowy rok przyniósł nowe Grand Prix organizowane przez Hades, a wraz z nim też ciekawe zmiany. Największą jest to, że stare perforatory zostały zastąpione elektronicznym pomiarem czasu SportIdent. Poza tym tym na stronie pojawił się formularz startowy, co też ułatwia zapisanie się na bieg. Tyle słowem wstępu o samej formule, a teraz przejdźmy do biegu. Pierwszy bieg odbywał się w okolicach poznańskiej Malty i stawu Olszak. Długa trasa była wyliczona na 8290 m i obstawiona była 17-nastoma PK. Wylosowałem 61 minute startową, i miałem tylko 4 minuty opóźnienia do Marasa. Reszta chłopaków startowała mocno za mną.

Pierwszy punkt był tak umiejscowiony, że wariantów mogło być przynajmniej kilka. Jak to często bywa błędy najczęściej zdarzają się właśnie na dobiegu do PK1. Tym razem spotkało też to mnie. Tuż przed punktem, miałem przeciąć dwie linie energetyczne, które w lesie były mocno wyraźne, bo pod kablami las był wykarczowany. Przeciąłem pierwsze i biegnę dalej, nie napotykam jednak na drugą i zniecierpliwiony nie wytrzymuje. Uznaje że, te co minąłem to były już te drugie słupy i cofam się do nich. Jak spojrzeć na mapę to byłem jakieś 50m przed PK1 i postanowiłem zmienić kierunek, zrobić pętle i stracić 3min.

PK1

PK1

PK2 było umieszczone w rozwidleniu rzeczki Olszak. Oczywiście było umieszczone pomiędzy odnogami, ale dzięki uprzejmości bobrów, można było przeciąć wodę po zwalonych kłodach. Na PK3 ponownie balans przez kłodę i ostre napieranie pod górę. Punkt odnajduje łatwo wyciągam rękę żeby go podbić i… nie ma chipa na palcu! Tutaj padła taka wiązanka, że ze względu na dobro ogółu nie będę jej cytował. Nawet nie poczułem że go nie mam. Myślę sobie, że pierwszy bieg w GP i taki pech. No ale nic, zdesperowany wracam się po swoich śladach, powoli przeczesując teren. Tuż przed PK2 spotykam Mateusza Wojciechowskiego, który akurat spojrzał pod nogi i „O jakiś chip tu leży”. Uf, ale fuks, dobrze że miałem taki w kolorze czerwonym, bardziej rzucał się w oczy. Zakładam go i czas wrócić do gry. Straciłem jakieś 6 minut na szukanie, ale to i tak lepiej niż NKL. Szczęście w nieszczęściu.

Kolejne punkty idą gładko, ale trzeba być czujnym, bo duża ilość cieków wodnych powoduje, że łatwo się można zakręcić. Na dobiegu do PK 9 doganiam Marasa i dalej biegniemy razem. Do PK10 biegnę przodem, ale trochę za bardzo pobiegłem na zachód i gdyby nie Marek, to bym pobiegł jeszcze dalej 😉 Później było trochę długich przebiegów i gdzieś przed PK 13 gubię Marasa.

PK 15 był położony między mokradłami i tuż obok rzeczki. Do punktu dobiegam wraz z Pawłem Górczyńskiem i Mateuszem Wojciechowskim. Po jego odbiciu trzeba by biec na południowy-wschód, ale na drodze stanęła nam całkiem pokaźna w tym miejscu Cybina. Jakieś 2 metry szeroka o nieznanej głębokości. Rozglądam się wkoło za jakimiś zwalonymi kłodami, ale nic nie widać. W tym momencie Paweł mówi „A co mi tam” i pakuje się do wody. Pierwsza noga wpada przed kolano druga już po biodro i po chwili brodzenia jest po drugiej stronie. Patrzymy na siebie z Mateuszem i coś nam mówi że nie możemy tego tak odpuścić. Na szczęście tuż pod wodą znajduje się konar, po którym udaje się przebyć strumień mocząc się tylko trochę, choć wizja że noga się ześlizgnie i zafunduje sobie zimy prysznic była bardzo realistyczna 🙂

Ostatnie dwa punkty próbuje cisnąć za chłopakami, ale są o wiele mocniejsi i odchodzą mi na końcowych podbiegach. Na metę wpadam mega zmęczony. Kilka minut później wpada Marek i Artur, co oznacza że Marka udało mi się wyprzedzić ale Artura już nie. Ostatecznie byłem też niewiele przed Mariuszem i Pawłem. Poszło całkiem nieźle, biorąc pod uwagę szukanie chipa i wtopę na PK1, choć oczywiście niesmak pozostał 😉

Przy okazji mogłem też tak na 100% przetestować nowe buty – Walsh, PB Elite Racer. Bieżnik sprawdza się bardzo dobrze i mimo dużego błota pojawiającego się momentami, w ogóle nie miałem problemu z trzymaniem podłoża. Odporność na wodę, jak i szybkie wysychania po przeprawie przez strumień to kolejne plusy. Coś czuje, że będzie fajnie się w nich biegać w tym sezonie.

Podsumowując pierwszą imprezę z cyklu GP w tym roku, muszę stwierdzić, że było bardzo udanie. Teren w koło jeziora Olszak i nowego ZOO jest bardzo ciekawy. Trasa była tak wytyczona, że trzeba było trochę pobiegać po górkach, a zarazem duża ilość wody urozmaicała rozgrywkę. Były miejsca gdzie radykalne posunięcia pozwalały na zaoszczędzenie czasu i dystansu. Jednak, aby dążyć do doskonałości napiszę co moim skromnym zdaniem można by zmienić aby było jeszcze lepiej:

  • Minuty startowe mogły by być co 1min a nie co 2. Dzięki temu przy 75 startujących osobach na trasie długiej, wszyscy zawodnicy byli by już w terenie znacznie szybciej. Osoby z różnych kategorii można by puszczać w tej samej minucie, przy założeniu że mają inny PK1.
  • Wszelkie informację dotyczące startu, zbiórek, powinny się pojawiać przynajmniej tak samo szybko na stronie GP jak na Facebooku. Może to zaskoczy co niektórych, ale nie każdy ma konto na FB.
  • Proponuje do regulaminu wpisać konkretną kwotę za zgubienie chipa, bo jest tam pewna luka 🙂
  • I na koniec pierdoła, ale folia w którą pakowane były mapy, mogła by być nie matowa, wtedy będą wyraźniejsze te wszystkie malutkie symbole 🙂
GP#1 - Malta/Olszak

GP#1 – Malta/Olszak

  • Czas: 1:20:42
  • Dystans: 12,31 km
  • Miejsce: 25/59
Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz