KrajnaAR 29.03.2014r.

Czołem panie i panowie.

Ostatnio mocno się nudziliśmy. Żadnych zawodów w Poznaniu i dalszej okolicy. Nic się nie dzieje. Postanowiliśmy więc spróbować sił w rajdach przygodowych. W Wielkopolsce tych imprez jest w najbliższym czasie całkiem sporo. Wertepy, poznańska bimba, rajd konwalii i avantura. Ale pierwszą z nich była KrajnaAR.

Z samego środka państwa Polan udaliśmy się na jego kraniec. Baza zawodów mieściła się w  szkole podstawowej w Sławianowie nad jeziorem o oryginalnej nazwie jezioro Sławianowskie. Docieramy na miejsce z dużym zapasem, coś koło 8:00. Rejestracja, sprawdzenie wyposażenia obowiązkowego i zabieramy się za przysposobienie naszych aluminiowych rumaków.

Krajna AR_team discovery

Ekipa Jedność Discovery.
Suple od doktora Ferrari nie pomogły.
(fot. Anka Dobrowolska)

 

No właśnie ja rower kupiłem dokładnie tydzień przed imprezą a Krzychu chyba z dwa tygodnie przede mną. Zrobiłem dokładnie jedną około 50 km. rundkę. Kristoff niewiele więcej. Postawiliśmy na regenerację. Wiedziałem tylko  że po zejściu z roweru wszystko będzie mnie naparzać. Ale luz. Startowaliśmy tylko na trasie krótkiej. Długa (180km.) startowała o północy i jak przyjechaliśmy to były jeszcze ekipy które nie ukończyły pierwszego rolkowego etapu. My mieliśmy tylko około 50 kilometrów z czego zdecydowana większość to rower, bieg 8 i kajak 5.

Podczas odprawy (około półtorej godziny przed startem) dostaliśmy mapy etapu rowerowego. Nie bardzo rozumiem dlaczego, ale każda drużyna dostawała jeden komplet. Czyli sprowadza się do tego że jeden nawiguje a drugi tylko za nim podąża. Ta sama sytuacja na biegu i kajaku. Nie wiem czemu to ma służyć. Może to jest norma na rajdach (drużyna nie może się rozdzielać) ale dla mnie jest to dziwne, biec bez mapy w ręku.

 

KrajnaAR_rower1

 

KrajnaAR_rower2

 

Trasa jest oczywista (oprócz jednego punktu) więc nie ma co kombinować. Marker i jechane. Zagwozdką jest tylko PK7. Opis – grobla, północna strona wyspy. Organizator podpowiada tylko, że tuż przy punkcie grobla się urywa. OK. Ale na mapie jest tylko bagno i coś co wygląda na wysepkę. Będziemy kombinować na miejscu.

Całość zaczyna się krótkim etapem biegowym tzw. pamięciówką. Każda z ekip dostaje 4 karty służące do podbicia 4 punktów. Można się podzielić nimi w zespole według uznania. Mapy są wystawione na dziedzinću. Trzeba zapamiętać położenie i napierać. Dobra ja mapy z lewej, Krzychu z prawej. Ciśniemy. Mój pierwszy to pomost nad jeziorem, które jest raptem 100 metrów od szkoły, a drugie to drogą na zachód i chyba jak dobrze pamiętam mostek.

Zbiegam już z pomostu i… , co jest Krzychu też leci na ten punkt. Więc się nie dogadaliśmy. Moje lewo było na wprost od ściany a Krzycha prawo było na wprost na północ. Naprawiamy pomyłkę uzgadniając, że  Krzychu pobiegnie w ciemno za tłumem a ja na swój punkt. Mimo wszystko wyjeżdżamy z bazy jako jedni z pierwszych. Albo się nam tak przynajmniej wydawało.

PK1 bez historii. Na Pk2 robimy ciekawy manewr. Wlatujemy w las za szybko. Zorientowawszy się o pomyłce wybiegamy i dojeżdżamy do zakrętu i bierzemy punkt. Tym błędem chyba zmyliliśmy kilka ekip co jechały za nami, gdyż też się władowali w tym samym miejscu do lasu. Sprytnie Krzychu to wymyśliłeś 🙂

 

KrajnaAR_bno

 

PK3 na terenie Złotowa, a PK4 to zarazem przepak i start etapu bno. Na dojeździe trochę się zakręciliśmy, ale w końcu zsiadamy z rowerów. Bieg na mapie topograficznej 1:15000. Trudno było tu popełnić jakiś duży błąd. Punkt B, zadanie specjalne narty. Zadanie polegało na przejściu określonego dystansu w nartach gdzie obie osoby są wpięte na raz. Trochę śmichu i się udało.

PK D- rozwidlenie kanałów, trzeba było przekroczyć kanał. Gdy dobiegliśmy na miejsce, już jakiś MIX zdejmował buty coby się nie zamoczyć. Poczekaliśmy tylko, aż facet wskoczy do wody aby nam bród znalazł i hyc do wody. Idealnie do połowy  łydki. Ale Krzychu nie wiadomo dlaczego zrobił krok w prawo. Jeden kroczek, pół kroku nawet bym rzekł. I się zapadł. Po pas. Zanim zrobił następny kroczek, szybko wyjął komórkę z plecaka i wyrzucił na brzeg. A ja zupełnie nie wiem dlaczego mając wybór: pół łydki albo po pas, wybrałem to drugie. Także skąpani pędzimy dalej. Pędzimy to lekkie nadużycie bo nie jesteśmy w stanie osiągnąć nawet świńskiego truchtu.

 

Avantura_ (2)

PK A.
Orgowie myśleli, że już tu zakosztujemy wody.
A ja suchutką nóżką. Hie hie hie.Ale co się odwlecze …
Foto Krzysztofomix

 

 

Ciekawym był jeszcze PK G. Znajdował się na platformie widokowej nad jeziorem. Ale żeby do niego dojść trzeba było przekroczyć rzeczkę która wpływała/wypływała z jeziora. Na szczęście w tak zwanym międzyczasie wybudowano kładkę (której nie było na mapie), gdyż rzeczułka wyglądała dość szeroko, trzciniasto i bagniście. Ale co sie odwlecze … Na samej platformie miało miejsce kolejne zadane specjalne. Na drugim brzegu jeziora stała osoba, która za pomocą chorągiewek dawała sygnały Morsa. Naszym zadaniem było poskładać wyraz. O dziwo to co uskładałem (nic nie znaczący wyraz, którego nie pamiętałem już po zejściu z zadania) org przyjął. To był ostatni PK biegowy. Meta na przepaku i znowu rowerki.

Na PK6 jedziemy polnymi dróżkami, sam punkt łatwy i kręcimy na PK7. Uderzamy na punkt od północy. I robimy błąd za błędem. Jedziemy, prowadzimy rowery groblą która rzeczywiście się urywa. Spoko tylko 3 metry. Przełazimy z całym majdanem. I po chwili obserwujemy śmiałków którzy próbują przedostać się w oddali z południowego zachodu. Wyglądało to jak jakiś bieg katorżnika. Najpierw sylwetka przedziera się przez bagno, jakiś fragment stałego lądu i jebut znowu go nie widać za roślinnością. Przed nami jakieś 20-30 metrów bagna z tym że my mamy jeszcze rowery. Jakkolwiek głupio to zabrzmi, staraliśmy się iść po trzcinie ciągnąc rowery obok. Woda chyba maks po pas, gorzej z podłożem które wciąga. Rowery po wyjściu na brzeg wyglądały jakby od kilku godzin komandosi układali na nich maskowanie. A od zimna zaczęły mnie łapać na rowerze kurcze. Optymalnie było przyjechać na południe od punktu i spokojnie z buta przez bagno. Choć podobno można było się dostać suchą nogą. Ale co to za zabawa suchą nogą. Ogólnie nauczka na przyszłość. Nie pakować się z rowerami w bagno.

Avantura_ (5)

Ścieżka rowerowa w okolicach Złotowa.
Foto aparat z niezatapialnego Krzysztofowego telefonu.

Do mety trasy rowerowej w bazie rajdu prowadziły już tylko asfalty. Ostatni etap kajakowy to dla mnie zupełna nowość. Nie potrafiłem sobie przypomnieć czy kiedykolwiek siedziałem w kajaku. 5 km. i 3 punkty kontrolne. Już na samy początku spotykamy ekipę która dobija do brzegu. Okazało się, że nie są to zwycięzcy ale drużyna która zapomniała karty kontrolnej. Zorientowali się dopiero na pierwszym PK, na szczęście był stosunkowo blisko. W ten sposób zyskujemy jedno miejsce. Dzięki chłopaki 🙂

Krajna AR_team Kajaki

Banany na twarzach. Moc w ramionach. Synchronizacji brak.
(fot. Anka Dobrowolska)

W miłej atmosferze prujemy fale. Krzyczę do wszystkich napotkanych. To Krzychu głównie napędza, ja mam braki siły. Płyniemy slalomem. Do zwycięzców kajaków na dość krótkim dystansie tracimy 20 minut. Przepaść.

Meta. Nareszcie.

Nasz  czas to 5:14. Tracimy do zwycięzców z drużyny Harpagana godzinę i dwie minutki. Ostatecznie daje nam to 9 miejsce. Mogło być lepiej ale pierwsze koty za płoty. Trza szlifować formę na Wertepy. W drodze powrotnej około 20-30 kilometrów od bazy wyprzedzamy już w ciemności  którąś z czwórek z trasy długiej. Szacun.

 

 

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz