Wertepy 2014

Powiedziało się „A” to trzeba też było powiedzieć „B”, dlatego po Krajnie przyszedł czas na Wertepy. Rajd przygodowy rozgrywany tuż pod naszym nosem, bo około 60km od domu w malowniczych Skokach. Całe to zamieszanie dzięki klubowi Hades, który ponownie stanął na wysokości zadania i przygotował dla chętnych dwie trasy: PROFI/MASTERS i OPEN. Wraz z Pawłem oczywiście wystartowaliśmy na dystansie rodzinnym – czyli OPEN. Schemat trasy przedstawionej na kilka dni przed zawodami wskazywał na 51 km roweru, 15 km trekkingu, 5 km kajaku, 3,2 km BnO i jedno zadanie specjalne na deser.

Schemat trasy OPEN

Schemat trasy OPEN

 

Na miejsce przybyliśmy z sporym luzem, tak więc bez pośpiechu mogliśmy poskładać rowery, przygotować rzeczy na przepaki i udać się na odprawę. Tutaj Remik krótko streścił jak wygląda trasa i mapy. Dwie rzeczy przykuły naszą uwagę i początkowo myślałem, że to żart, ale mina prowadzącego na to nie wskazywała. Po pierwsze część etapu kajakowego będzie odbywać się po rzece… pod prąd! Po drugie, zadanie specjalne czyli przeprawa w brud przez rzekę będzie musiała być z rowerami, a dodatkowo wody jest po klatkę piersiową. Zapowiada się ciekawie 🙂

 

Pamiątkowa fota przed startem

Pamiątkowa fota przed startem

Start został ulokowany na targowisku w centrum Skoków. Tuż przed startem jeszcze szybka pamiątkowa fota i oczekiwanie na rozdanie map. Te otrzymaliśmy dopiero na 5min przed „godziną zero”. Mapy były dwie – jedna duża która prezentowała całą trasę w skali 1:50 000, oraz druga do RJnO, na którą mieliśmy wjechać już kilka kilometrów po starcie. Czasu starczyło na wykreślenie tylko wariantu na mapie do RJnO. Dużą mapę wkładam pod spód i staram się zapamiętać jak dojechać do części gdzie będzie RJnO. Start wyglądał tak, że jakieś 500m jechaliśmy za radiowozem przez miasto, a potem miał się odbyć ostry start. Przyzwyczajony do opowiadań z wyścigów MTB, że trzeba przetrzymać start i to mocne depnięcie jakie może być na początku, tak żeby nie odpaść z peletonu, nastawiłem się na ostrą jazdę. Staraliśmy się trzymać tak w pierwszej połowie. Jakież było moje rozczarowanie, gdy żaden peleton się nie stworzył i każdy sobie rzepkę skrobał, a już po chwili wszystko się rozciągnęło. Mimo to staraliśmy się gonić pierwszych zawodników z Rajdu Konwalii. Nie było trudno ich wypatrzyć na horyzoncie, gdyż dzięki swoim nowym oranżowym kurtką, byli widoczni z daleka 😉 Pierwszy punkt jak to często bywa, nie poszedł najlepiej i prawie wszyscy zaczęli szukać za wcześnie w lesie. Cała chmara ludzi biegała od lewej do prawej i dopiero po chwili udaję się znaleźć punkt, który był 100 metrów dalej. Następne punkty znajdywaliśmy już gładko, a już po trzecim stawka się mocno rozciągnęła i zgubiliśmy ogon. Cały czas goniliśmy dwa teamy Rajdu Konwali i jeszcze jakiś jeden zespół. Co dojeżdżaliśmy do punktu, to oni nam uciekali. Gdy wyjechaliśmy z mapy do RJnO zostały nam do odnalezienia dwa punkty i przepak. Pierwszy poszedł gładko i na niezłej prędkości. W drodze na drugi zamiast wjechać w szeroką drogę za leśniczówką trafiliśmy na drogę, która była świeżo co przeorana. Aby nie pchać nie wiadomo jak długo rowerów decydujemy się na obajzd bezpiecznym wariantem przez asfalt. Nadłożyliśmy tutaj trochę i czołówka gdzieś nam uciekła. Trochę jeszcze pokluczyliśmy po ogródkach działkowych i punkt się odnalazł. Dalej pozostało już tylko cisnąć do strefy zmian A (SZ „A”).

Etap rowerowy

Etap rowerowy

Po dotarciu do SZ „A” okazuje się, że jesteśmy na szóstej pozycji. Zrzucamy szybko kaski, łapiemy mapę i do wody. Wybieramy kajak, który miał dwa małe otwory na siedziska, zamiast takiego jednego dużego. Jak już go zwodowaliśmy to zauważyłem, że nie jestem w stanie włożyć do niego nóg przez ten mały otwór, tak aby były wyprostowane. Jak się okazało potem, trzeba było ładować najpierw nogi potem dupę. W odwrotnej kolejności nie da rady. No ale nic, nie chciałem już tracić czasu na zmianę kajaku, tak więc płyniemy tym. Ja z podkurczonymi nogami. Punkty do zaliczeni były trzy. W pierwszej kolejności wybieramy dwa po lewej (KC i KB), a w szczególności ten drugi, który wymusi na nas płynięcie pod prąd. Tak żeby mieć jak najwięcej sił na ten odcinek. O dziwo wiosłowanie idzie nam lepiej niż na Krajnie, gdyż trzymamy kierunek i nie rzuca nas na lewo, tak jak to miało miejsce miesiąc temu. Sami się zastanawiamy dlaczego tak jest, bo przecież od tamtego czasu nie siedzieliśmy w kajaku. Gdy jesteśmy w połowie drogi z KC na KB i mam wpływać z jeziora na rzeczkę mijamy się na początek z ColcaPeru, a po chwili z dwoma teamami Rajdu konwalii, które płyną ramię w ramię. W tym momencie uświadamiamy sobie że strata jest duża. My nie jesteśmy jeszcze na półmetku tych cholernych kajaków, a oni już wracają (sic!).

Wertepy_2014 (12)

Wracając z KB mijamy jeszcze kilka innych zespołów, ale nie wiemy czy mają już oni KA do którego my musimy jeszcze płynąć, czy może czeka ich taka sama droga jak nas. No ale nic, słońce grzeje, a my z piosenką na ustach ciśniemy do przodu. Niby nogi miały odpoczywać, ale co pewien czas skurcze w łydkach nie dają o nich zapomnieć. Po niecałej godzinie wiosłowania wychodzimy na brzeg. Na szczęście nie straciliśmy żadnej pozycji i cały czas jesteśmy szóści, a do liderów tracimy 25min:

52 OPEN ColcaPeru 12:40:00
71 OPEN RajdKonwalii Team 12:44:00
73 OPEN rajdkonwalii.pl Team 4 12:44:00
72 OPEN Rajdkonwalii TEAM 2 12:56:00
81 OPEN Uciekinierzy Z Inkubatora 12:56:00
58 OPEN Jedność Planszewo 13:05:00
65 OPEN NAPIER…ACZE 13:08:00
51 OPEN a-se-polecim! 13:16:00
56 OPEN Gus’s Fashions & Shoes Team 13:16:00
66 OPEN Orzechy nerkowca 13:17:00
Szybko zrzucamy zbędne warstwy ubrania i na krótko ubrani ruszamy w 15-sto kilometrowy trekking. W tym samy czasie z wody wynurzają się depczący nam po piętach Napieracze. To dodaje nam trochę motywacji. Do odnalezienia są trzy punkty zaznaczone na głównej mapie w skali 1:50 000. W drodze na pierwszy punkt mijamy idących Rajdkonwalii TEAM 2, a chwile później Uciekinierów z Inkubatora. Ci drudzy zachęceni do biegu ruszyli za nami nie chcąc chyba tak łatwo odpuścić. Nie zniechęciło ich nawet to, że ostatnią część drogi do pierwszego PK wybraliśmy na azymut przez las. Dopiero po chwili albo to my przyspieszyliśmy, albo oni po prostu nam odpuścili. Do kolejnego punktu biegniemy wzdłuż jeziora, po części malowniczą ścieżką, której nie ma na mapie. Dalej szukamy przecinki na północ i pozostaje już prosty bieg, aż wpadamy na kolejny lampion. Co pewien czas obracam się za siebie ale nikogo nie widać.

Wariant na ostatni punkt nie był chyba szczęśliwie dobrany i zamiast trochę się cofnąć i pobiec sprawdzoną drogą, to sugeruje, że możemy wybrać skraj lasu, a potem na azymut przez pole co by skrócić dystans. Jak już skończył się skraj lasu i zaczęło się pole, to okazało się, że tylko połowa drogi była przebieżna, bo na drugiej połowie ktoś zasiał rzepak, który zdążył już ładnie zakwitnąć. Tak więc jakieś 600-800m idziemy miedzą, brodząc przez morze żółte. Na sam koniec wyglądamy jak pszczoły wracające do ula. Ale nie ma tego złego, przynajmniej nogi trochę odpoczęliśmy i można było dalej zasuwać. Gdy wybiegliśmy na asfalt i było tak pięknie, nagle w prostopadłej drodze, jakieś 300m od nas pojawili się Napieracze. Kolejna motywacja i próba przyspieszenia tak aby ich zgubić. Ostatni PK jest już tuż tuż i udaje nam się nabiec na niego idealnie. Był ona na skraju dużej polany. Odbiegając od niego w kierunku przeciwległego boku polany cały czas oglądamy się za siebie czy rywale się tam pojawia. Może nie odnajdą drogi na PK tak jak my? Może ich zgubiliśmy i dadzą nam trochę odetchnąć? Nic z tego! :/ Gdy zbiegaliśmy już z polany oni się na niej pojawili. Drogę do mety wybieramy raczej szybką niż krótką i taką, która nie wymaga zbędnego myślenia, bo jesteśmy już trochę zagotowani.

Wertepy_2014 (15)

Gdy jesteśmy na ostatniej prostej i już dobiegamy do przepaku, mija nas Rajd Konwalii, który właśnie wyruszył na część rowerową. Stojący przy drodze Remik, krzyczy że mamy cisnąć bo to właśnie team który jest pierwszy (!). Na przepaku spotykamy jeszcze Rajd Konwalii Team 4 i ColcaPeru, którzy już też zbierają się do wyjazdu. Okazało się, że jesteśmy na czwartej pozycji, a czołówka jest w zasięgu. Jakimś cudem odrobiliśmy około 20 min straty po kajakach i awansowaliśmy z 6-stej na 4-rtą pozycje. Nasza radość nie trwała jednak długo, bo w trakcie tego jak uzupełnialiśmy wodę w bukłakach i jedliśmy kanapki, to na miejsce wpadł zespół Napieraczy i poganiani również przez Remika wyjechali tuż przed nami. W sumie spędziliśmy tutaj około 8min, co po z perspektywy czasu wydaje się dużo i w przyszłości trzeba ograniczyć takie popasy.

Gdy wyjechaliśmy rowerami z przepaku Napieracze byli jeszcze na horyzoncie. Postanowiłem że nie możemy odpuścić i musimy chociaż wsiąść im na koło. Trochę siły nas to kosztowało ale po kilku minutach już odpoczywaliśmy wioząc się na kole rywali. Tu udało się trochę odpocząć i po przecięciu drogi wojewódzkiej, gdy wjechaliśmy na otwartą przestrzeń i wiał w morde-wind przyszedł czas żeby zaatakować i uciec. Było ciężko ale udało się trochę uciec i na pierwszy PK dojeżdzamy z paro sekundową przewagą. Niewiele nam to jednak dało, bo Paweł z Napieraczy uprzedził nas w odbiciu punktu i szybciej dobiegł do rowerów. To był kluczowy moment od którego widzieliśmy już tylko plecy rywali, a strata z każdym kilometrem się powiększała. Sama trasa nie była żadnym wyzwaniem nawigacyjnym, a raczej opierała się na szybkich przelotach między punktami i to w dużej mierze asfaltami. Jedynie ostatni punkt musieliśmy trochę się cofnąć i zmienić wariant, bo ścieżka zaznaczona na mapie okazała się ogrodzonym terenem prywatnym.

Wjeżdzając do lasu gdzie ma odbyć się BnO, spotykamy dwie ekipy które już biegają i odnajdują punkty. Wpadamy na przepak i bez zbędnego pitu-pitu łapiemy za mapy i w nogi. Mapa jest bardzo dokładna i nie ma problemu z odnajdywaniem punktów. Gdy mamy podbite już 3 z 11 PK,  widzimy że do przepaku zbliża Rajd Konwalii Team 2, który depcze nam po piętach. Trochę mnie to martwi że są tak blisko, ale za razem motywuje aby przyspieszyć i poganiać Pawła 😉 Nogi trochę już obolałe i podatne na skurczę, ale staramy się utrzymywać chociaż świński trucht. Po około 40 minutach wracamy do przepaku, wsiadamy na rowery i udajemy się w kierunku zadania specjalnego (przeprawa przez rzekę), które zostało przygotowane na deser.

Jako że wody miało być do klatki piersiowej to na początku lotem koszącym przerzucamy plecaki na drugi brzeg, co o mały włos nie kończy się zabiciem fotografa 😉

Rzut plecakiem na odległość

Rzut plecakiem na odległość

Teraz czas na nas i rowery. Jak się okazało była to najprzyjemniejsza cześć całego rajdu, gdzie można było się schłodzić w przyjemnej i kojącej wodzie.

Przeprawa przez rzekę

Przeprawa przez rzekę

Dalej już tylko pozostało przejechać jakieś 500m i przejechać upragnioną linię mety! Nareszcie! 🙂 Udało nam się ukończyć z czasem 7h 55m co dało nam 5-te miejsce w kalsyfikacji OPEN na 32 startujące zespoły. Jest to nadspodziewanie dobry wynik i jesteśmy z niego zadowoleni. Tym bardziej, że strata do pierwszego zespołu to tylko 33 minuty.

META!!!

META!!!

TOP 10

Miejsce Nr startowy Trasa Nazwa Meta Kara czasowa Razem
1 73 OPEN rajdkonwalii.pl Team 4 17:22:00 00:00:00 17:22:00
2 71 OPEN RajdKonwalii Team 17:29:00 00:00:00 17:29:00
3 52 OPEN ColcaPeru 17:38:00 00:00:00 17:38:00
4 65 OPEN NAPIER…ACZE 17:49:00 00:00:00 17:49:00
5 58 OPEN Jedność Planszewo 17:55:00 00:00:00 17:55:00
6 72 OPEN Rajdkonwalii TEAM 2 18:08:00 00:00:00 18:08:00
7 66 OPEN Orzechy nerkowca 18:47:00 00:00:00 18:47:00
8 81 OPEN Uciekinierzy Z Inkubatora 18:48:00 00:00:00 18:48:00
9 57 OPEN HSHG 19:13:00 00:00:00 19:13:00
10 51 OPEN a-se-polecim! 19:33:00 00:00:00 19:33:00

Pełne wyniki można znaleźć tutaj.

Na koniec jeszcze ślad naszej trasy. Etapu kajakowego nie zarejestrowaliśmy bo telefon został na brzegu.

Ślad na mapie

Ślad na mapie

Tagi , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz