Bim Bam Bom

Czołem kluski z rosołem.

Mecenasem dzisiejszego wpisu są jedynka, szóstka, trzynastka i piętnastka.

Ciśniemy ostro, przed siebie. Zjeżdżamy ulicą po tym jak po cichutku odbiliśmy ostatni punkt. Na wprost nas termy. To gdzieś tu szukałem punktu na Poznaj Poznań będąc zupełnie poza mapą. Na nasze szczęście dziś to Krzychu głównie nawiguje. Tuż za nami są Colca Peru. Na wszelki wypadek nie oglądamy się. Na wysokości trybun Krzychowy mapnik rozpada się na drobne i wpada pod koła (jakiś miły przechodzień odłożył szczątki na ławkę – o dziwo nadaje się do regeneracji). Ale to już końcówka, tylko sto metrów. Jeeeeeeest. Jesteśmy pierwsi. To znaczy bylibyśmy, gdybyśmy trasę pokonali o trzy godziny szybciej. Wystarczy się nie guzdrać na przepakach 🙂 . Kilka sekund po nas na metę wpada Colca Peru a dalej po trzech minutach  ekipa Artura – Kokkedal Team (swoją drogą jestem ciekaw genezy nazwy).

To kolejny rajd przygodowy w którym bierzemy udział. Rowery załadowane, kaski są, bukowska pusta. Spoko luz. Sobota, brak korków, 30 minut i jesteśmy na miejscu. Na szczęście w tak zwanym międzyczasie, przy zakupie wody Krzychu jednak sprawdził czy ma też buty. Chwila stresu, rura z powrotem  ale i tak zapas mieliśmy spory.

Na dzień dobry organizatorzy z Rajdu Konwalii przewidzieli treking po starym mieście. Na części punktów są różnorakie zadania specjalne. Dostajemy arkusz w formacie A3 na którym znajdują się mapy trekingu, rowerów i kajaku. Dodatkowo kartka papieru z opisem PK i ewentualnych zadań. Trasa wyznaczona. Odpicowujemy bryki, rozdajemy autografy i pozujemy na sesji zdjęciowej.

 

Bimba (9)

Udaje, że wiem o co chodzi z wyborem wariantu ale skupiony jestem tylko na bułeczce. Krzychu klasycznie pełna profeska.

 

Bimba (6)

Powinniśmy się nazwać chyba green team. W sumie ktoś tu się tak prawie nazywa 🙂

 

Niestety dla mnie jest ciepło a nawet powiedziałbym gorąco. W takich warunkach momentalnie się przegrzewam. Na wszelki wypadek ubrałem długie dresowe spodnie. Jeszcze tylko kożucha mi brakowało do kompletu. Pan Zielony wykazał się większym rozsądkiem.

Bimba (7)

Nawet nie będę tego komentował. A zresztą. Moc, potęga, niszczymy system,napieramy, nie brać jeńców arrrrrghhh …. Pary wystarczyło na 15 metrów. Tej techniki nie powstydziłby się sam Robert Korzeniowski, tylko oni biegali udając że idą a nie na odwrót. Obok z bananem na twarzy organizator Róży Wiatrów (niestety w tym terminie były też Wertepy) Zbigniew Hornik który udzielił nam cennej rady przy montażu roweru. Dzięki.

Dobra. Lecim na Szczecin. Mam tylko mapę, reszta  z pamięci więc mogę się mylić. Zaczynamy od PK25 – przejście podziemne. Dobiegam ledwie żywy. A tam pierwsze zadanie specjalne. Dostaliśmy kartkę A4 na której był opis szyfru. Pot perli się z czoła. Po chwili kartka mokra. Zadanie polega na zaszyfrowaniu wiadomości. OK kilka minut zajęło przeczytanie i zrozumienie. Układamy odpowiedź. Jakiś bezsensowny ciąg znaków. Oddaje rozwiązanie – nie zaliczone. Aha czytać ze zrozumieniem, odszyfrować a nie zaszyfrować. Pierwszych 6 liter i wszytko jasne, proforma ostatnie 4 i zaliczone. Miło było poleżeć na trawie ale trzeba napierać. PK 15, na brzegu jeziora to zadanie z crossfitu. Dla wymiataczy pewnie bułka z masłem. Mnie się odechciało już wszystkiego, a czułem to jeszcze 3 dni. Dalej PK 18 na moście i PK 17 przy pubie Brothers. 14 to okrąglak i zadanie z gwary. Wstyd. Polegliśmy. Podwójny wstyd gdyż ekipy spoza Poznania i Wielkopolski go zaliczały. PK 19- kino muza i fajne zadanie z odgadywania motywów filmowych. Dalej 21 i po schodach do hostelu. Układanie z różnych figur, dużego trójkąta. PK 20 to kolejny hostel gdzie otrzymujemy mapę do BnO. Część punktów jest na niej wyrysowana a kilka samemu trzeba wyznaczyć na podstawie opisu.   Dalej PK 23 przy cafe Bimba.

 

 

cafe-bimba

Komą sawa, komsi komsi komsi komsa. Kiedyś to były przeboje. http://www.youtube.com/watch?v=VKth6PmLqDk. Idealne miejsce na punkt stop-start. Posiedziałoby się, popiło. Zdjęcie z odmętów intersieci. Pozostałe ze strony FB rajdu.

PK 22 to Kontener Art nad Wartą i wtopa z bulami. Podcięło to nam skrzydła (że niby dotychczas na nich lecieliśmy). Dalej 16 i na 24 spacerkiem. Kolejna wtopa na mikroorientacji. Ostatni już PK 26 na torze saneczkowym i pamięciówka z lekkim wałkiem. Ale pomimo przeciwności (w sumie nie wiem czy ten odwrócony fragment to było celowe zagranie czy przypadek) udaje się uniknąć kolejnej kary. Czas na rower. Pierwszy punkt blisko i zadanie z siatkówki. Jako, że Krzychu gra systematycznie to wystawiam i trafia. Dwójka i trójka w bunkrach. Przy czym na trójkę śmigamy przez most kolejowy. Nie bardzo rozumiem dlaczego ale kładka dla pieszych jest zastawiona barierami. Wszyscy nią jadą, jedziemy i my. Do 3 PK mijamy się z ekipą Hadesu która ostatecznie dołożyła nam na mecie 2 godziny. Ciekaw jestem bardzo międzyczasów i miejsc gdzie tyle straciliśmy. PK4 to już są szachty ale bardziej przy Świerczewie niż Kopaninie. W sumie nawet tych drugich już dobrze nie pamiętam więc i tak nic byśmy tam nie zyskali.

Bimba (1)

Tak, no właśnie, więc, no, tego, ten. W sumie, a jednak nie. A może. Nie ten też nie. No żaden nie pasuje. To może odwrócony? Ten nie, ten nie, …, ten nie. O tu ten. Pisz

Wyjazd z szacht ciężki ale w końcu się udało. PK5 na kopaninie koło kościoła i dalej na szóstkę, ZS-ścianka wspinaczkowa gdzieś tuż przy urzędzie skarbowym. Zwycięzcy z Katowic pokonali ten dystans w 4 minuty, my jako lokalesi w 8. Na ściankę żaden z nas się nigdy nie wspinał, mimo to Krzychowi poszło naprawdę bardzo dobrze. Ale ile brakuje do lepszych pokazał po chwili  Paweł Górczyński z Napieraczy, który podczas gdy Krzychu dobijał do punktu, ubierał uprząż na dole i po jakichś 15 sekundach był prawie przed nim. PK7 przy lotnisku i kolejne zadanie logiczne.

BnO nad rusałką poprzedzone małym zadaniem sprawnościowym z przechodzeniem po skrzynkach od piwa. I tu okazało się, że dwa z trzech punktów samodzielnie wyznaczanych mamy źle, tzn. E jest anulowane gdyż podobno wg opisu wychodziło poza mapą. Nam wyszło jednak gdzieś pod zabudowaniami więc już tu bylibyśmy w kosmosie. Co ciekawe patrząc teraz na mapy udostępnione od organizatorów, widzę że mniej więcej ten punkt zgadza się z tym co jest na mapie. Dziwne. Zaczynamy jednak od A. I niestety przy czesaniu gubimy się z oczu. W międzyczasie Krzychu znajduje punkt i wołając mnie zwołuje do niego 2 ekipy. Dalej lecimy na G który sami  wyznaczaliśmy. Punkt wyszedł nam w okolicy dwóch dołków, więc rozumie się samo przez się gdzie lampion będzie skitrany. Znajdujemy dołki. Lampionu brak. Czeszemy okolice, czytamy opis punktu i … okazuje się, że wyznaczaliśmy położenie G na podstawie bodajże C zamiast F. Nic to, w pobliżu jest kolejny punkt więc po kolei z mniejszymi lub większymi problemami zbieramy je wszystkie. Tempo raczej spacerowe, gdyż PK ukryte zazwyczaj w głębokich krzaczorach. Po ukończeniu tego etapu lecimy na kajaki zbierając po drodze PK9. Tu warto nadmienić, że kolejność wykonywania etapów kajakowego i bno była różna (pewnie uzależniona od ilości kajaków) więc nie do końca było wiadomo kto jest przed kim. N tym etapie dodatkowo ZS, zmiana dętki w rowerowym kole.

Bimba (5)

Dzień dobry. 8 atmosfer poproszę. Wypucować szprychy i sprawdzić poziom oleju.

Przed samymi kajakami chyba ograbiliśmy obsługę punktu z wody, bo coś mi się zdaje że nie było tam punktu żywieniowego. Ale tak zachęcająco zgrzewka leżała na trawie, że żal nie skorzystać. Nie wiem co w niej było, ale to był najprzyjemniejszy etap całej Bimby. Plaża. Wiosłuje się wyśmienicie. Krzychu włącza od czasu do czasu turbo i dosłownie prujemy. Można było jednak tu sporo zaoszczędzić przenosząc kajak pomiędzy K2 i K3. My jednak robimy wszystko na wodzie. Dwukrotnie kajak przenosimy przy niskim mostku. Tu też na upartego można było płynąć pod. W pobliskim sklepie uzupełniamy wodę. Dalej Rusałka i Cytadela, gdzie biegamy 3 rundy karne. Można było zarobić jeszcze czwartą, ale wbrew moim niedowierzaniom udało się zeskoczyć z liny poza docelową linię.

Bimba (8)

Linie lotnicze AIR PLANSZEWO

 

Same rundy karne fajnie pomyślane. Dostajemy na każdą z nich osobną mapę z jednym PK. Całość zajmuje pewnie około pół godziny. Pojawiają się drużyny Colca Peru i Kokkedal Team. Też mają coś do odrobienia. Kończymy mniej więcej na równo z Colca, a drużyna Artura ma jeszcze jedną rundkę. Tasujemy się do ronda Śródka, gdzie przeciwnicy tup, tup, tup, skorzystali z przejścia podziemnego i odstawili nas. Ale spotykamy się na ostatnim punkcie z jeszcze bodajże kolejną ekipą. No i dajemy się wszyscy zwabić do bunkra na środku, a mapa mówi koniec polany. Cichutko, cichuteńko podbijamy ostatni punkt.

Bimba-4

Tips & Tricks (część podpatrzona w relacji OnSight) do zapamiętania na zaś.

– mapę można pociąć i część rowerową mieć już w mapniku przed startem

– punkty do BnO wyznaczać na kajaku (wyższa szkoła jazdy)

– czekolada w plecaku w takiej temperaturze to nie jest dobry pomysł

Podsumowując. 9 godzin napierania, litry potu i masa zabawy. Najbardziej podobało mi się ZS w kinie Muza (fajnie dobrane kawałki), najmniej bule. Liczyliśmy przed startem na późne top10, ostatecznie wylądowaliśmy na 13.

Nasz i nie tylko nasz ślad.

Do zobaczenia na Rajdzie Konwalii.

 

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz