VI STRZELIŃSKI ROGAINING

Rogaining – wytrzymałościowy sport zespołowy łączący bieg lub marsz z orientacją w terenie. Podczas zawodów zespoły (liczące od 2 do 5 zawodników) planują swoją trasę, a następnie starają się w wyznaczonym limicie czasu odwiedzić jak najwięcej punktów kontrolnych rozmieszczonych w terenie i oznaczonych na mapie. Zawody rangi mistrzowskiej trwają 24 godziny (zazwyczaj od południa do południa), możliwe są też krótsze limity czasu.
Rogaining ma również charakter turystyczny – część zespołów rekreacyjnie pokonuje zaplanowaną trasę.[1]

Właśnie w charakterze turystów wystartowaliśmy wraz z Pawłem w VI Strzelińskim Rogainingu, gdzie musieliśmy się zmierzyć z 10-cio godzinnym limitem czasu i własnymi słabościami. Plan był taki aby po otrzymaniu mapy wyznaczyć sobie trasę na około 50 km z opcją na jej poszerzenie gdyby zostało nam czasu. Po tym jak otrzymaliśmy mapy zdarzyło się nieuniknione – paraliż decyzyjny. Tyle punktów do wyboru, tyle możliwych wariantów. Trochę to jak gra w Agricole, gdzie już na starcie jesteś pociśnięty, bo startujesz z ujemnym wynikiem, a cała rozgrywka to walka o przetrwanie i wybór takich wariantów, aby choć trochę było lepiej.

Czacha dymi.

Start zawodów został ustalony na godzinę 20:00 co o tej porze roku oznacza, że jest jeszcze jasno i będzie tak przez około kolejne 2h. Na pierwszy punkt biegniemy jeszcze w małej grupie, i to całkiem szybko, ale tylko dzięki temu że jest mocno z górki . Taka idylla trwa przez około 2 km, ale z tyłu głowy siedzi mi myśl, że skoro teraz tak ładnie sobie zbiegamy, to pewnie cała reszta to będzie męczarnia pod górę. Ale nic tam, na razie cieszmy się tymi przyjemnymi momentami – bo tak szybko odchodzą 😉
Za widnego robimy pierwsze cztery punkty, w tym 7f i 8d. Z odnajdywaniem punktów raczej nie mamy problemów i nachodzimy na nie dobrze. Większy problem jest momentami z gęstymi krzakami, pokrzywami po szyje, ścianą rzepaku, czy psami spuszczonymi z łańcucha. Ale tak to bywa jak chce się narobić jak najmniej kilometrów i tnie się najkrótszą drogą (przynajmniej w teorii).

Pierwszy problem z odnalezieniem punktu pojawił się na 4d. Tak, tak, dobrze czytacie. Punkt nr 4, czyli teoretycznie najłatwiejszy w skali trudności (od 4 do 8). Taki familijny punkt, który zgodnie z opisem miał być na zakręcie wyschniętego strumienia. Sam strumień znalazł się bez problemu, ale był tak zarośnięty, jakby rolnik zaszalał z nawożeniem pobliskiego pola i postanowił jeszcze te chwasty spryskać. Trochę poszukaliśmy, ale jako, że to była marna czwórczyna odpuściliśmy sobie. Jak potem widać na śladzie, to minęliśmy się o jakieś 20m z punktem. Przy okazji Paweł pozwiedzał lokalne trzęsawisko i schłodził się po uda, tak żeby nie było za ciepło.
Niestety ale zła passa nie chciała nas opuścić i przy szukaniu kolejnego punktu (8c), znowu napotykamy na schody. PK był umieszczony gdzieś w środku lasu, przy niby wyraźnej granicy kultur, ale po ciemku to z tymi „wyraźnymi” granicami różnie bywa. Do tego znajdujemy drogi, których nie możemy znaleźć na mapie i w sumie nie wiemy czy szukamy na bank w dobry miejscu. Tracimy tutaj prawie godzinę i ponownie przegrywamy tą nierówną walkę.
Na szczęście to już był koniec problemów z odnajdywaniem punktów. Pozostała tylko walka ze zmęczeniem i porannym chłodem. Trochę na nogi postawił nas niepodziewany punkt żywieniowy w postaci pola truskawek. Nie mogliśmy pozwolić, żeby się zmarnowały, a ewidentnie było widać, że nikt się o nie nie troszczy i że się pewnie zmarnują… gdyby nie nasza pomoc. Choć oczywiście nie udało nam się uratować ich wszystkich.

Na metę docieramy z około 30 minutowym zapasem. Odpuściliśmy sobie jedne punkt z początkowych założeń, ale w sumie gdybyśmy się postarali to może dało by radę. Ostatecznie kończymy z 60-cioma punktami, co daje nam 13-ste miejsce. Gratulację dla zwycięzców – Franek Galla i Krzysiek Muszyński – którzy to uzbierali 140 punktów(!) i zdeklasowali rywali uzyskując 40sto punktową przewagę. Trochę czujemy się ojcami tego sukcesu, bo jechaliśmy razem z Poznania i pewnie przez drogę posłuchali naszych dobrych porad 😉

10h napierania, a my rześcy jak zawsze.

10h napierania, a my rześcy jak zawsze.

A wszystko to dla miski bigosu.

A wszystko to dla miski bigosu.

Ślad trasy

Ślad trasy

Paweł nie chciał się obudzić, więc zgarniam komplet nagród dla siebie.

Paweł nie chciał się obudzić, więc zgarniam komplet nagród dla siebie.

Źródło:
[1] Wikipedia

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz