IV GRAND PRIX Poznania – Początek

Dziś po raz pierwszy w tym sezonie wystartowała biegowa impreza z cyklu Grand Prix Poznania (GP Poznań).  Sam nazwa jest już trochę nie aktualna, bo impreza rozrosła się i od tego roku obejmuje też dodatkowe, cztery inne miasta w Polsce – Bydgoszcz, Gdańsk, Olsztyn i Wrocław. Formuła cyklu składa się z pięciu biegów, w odstępie co cztery tygodnie każdy. Ostatni etap odbędzie się 02.03.2013 r., a do końcowej klasyfikacji liczą się cztery najlepsze biegi. Dystans na jakim rywalizują biegacze, to niezmienne 5km. W Poznaniu zawody odbywają się nad Rusałką. Sam cykl pomaga też podtrzymać chęć biegania, również zimą. Przynajmniej dla mnie, dzięki motywacji i celom łatwiej jest mi się zebrać w sobie i wyjść w zimne dnie aby potrenować.

GP Poznania

GP Poznania

W tej imprezie wystartowałem razem z Markiem, który do biura zawodów dociera punktualnie o 9:30, mimo iż zapomniał telefonu i czuje się bez niego jak bez ręki 😉 Takie czasy, ale podejrzewam, że miałbym to samo. Odbieramy numery startowe i chipy. Do startu jeszcze 1,5h, tak więc powolnym krokiem wracamy przebrać się do aut, a następnie na rozgrzewkę. Tutaj od razu powiem, że mimo iż mieszkam nie aż tak daleko od Rusałki, to  byłem tutaj chyba tylko za małolata i zupełnie nie znam tego miejsca. Miałem z parkingu dotrzeć na stadion Olimpii, i ledwo co mi się to udało ; ) W okolicach startu robimy rozgrzewkę, gdzie spotykam Mariusza i poznaję Łukasz. Do tego całkiem sporo ludzi porusza się w strojach z napisem Goggle Team – zupełnie nie wiem o co chodzi :  )

Im bliżej startu, tym tłum robi się coraz większy. Widzimy ludzi, którzy na koszulkach mają  numer czterysta coś tam. Jak się potem okazało, na starcie stanęło ponad 500 osób, a podobno miało być kameralnie. Dlatego też staramy się zająć miejsce jak najbliżej linii startu, ale ostatecznie lądujemy i tak w okolicach połowy stawki.

Punktualnie o 11:00 wystrzał rozpoczyna zawody. Tłok jest dość duży i pierwszy kilometr to ostre przeciskanie się do przodu. Maras wystrzelił jak z procy i slalomem wyprzedza ludzi w iście zawrotnym tempie. Staram się go nie zgubić. Tak do 1,5 km trzeba się przebijać, biec poboczem i zdobywać pozycję. Potem jest już lepiej i można biec swoje. Ostatni kilometr biegniemy tuż przy jeziorze, dlatego też wiatr daje się mocniej we znaki i nie ułatwia sprawy. Na szczęście to już końcówka i każdy daje z siebie wszystko co może. Wpadamy na upragnioną metę.

Na mecie organizator częstuje nas herbatą i szneką z glancem – prawdziwie po poznańsku 🙂  Zajadam się nią i wymieniamy się komentarzami z pozostałymi. Biegło się dobrze, właściwie to był sprint i przez większość dystansu biegło się na najwyższych obrotach. Następnym razem trzeba będzie ustawić się gdzieś bliżej startu, tak żeby nie marnować sił na przepychanie się i zająć jeszcze lepszą pozycję 🙂

Oficjalne wyniki dostępne są już na stronie STS Timing.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz