Orientuj się

Nazwa Jedność Planszewo pojawiła się po raz pierwszy przy okazji imprezy Oriento Expresso. Co to takiego? Rajd na orientacje! Nigdy przedtem nie brałem w takim czymś udziału, co najwyżej zabawa w podchody za małolata. Ale jako, że podchody zawsze lubiłem, stwierdziłem że czemu nie. Jedyne co na początku napawało niepewnością to dystans. Do wyboru było 20km lub 50km. Dystans można by rzec rodzinny, czyli 20km i tak wydawał się mega długi. Ale twardym trzeba być. Po tym jak już decyzja zapadła startujemy w dwudziestce, przyszedł czas na przygotowania. Bo wiadomo, że poza biegiem trzeba się jeszcze orientować. Na początek zacząłem studiować mapy. Te wszystkie piktogramy, skale, przebieżność lasu – dużo tego było. Na tyle dużo, że z części musiałem zrobić sobie ściągę 🙂 Po teorii przyszedł czas na wyposażenie pomocnicze. Nie mogło się obyć bez kompasu. Po przestudiowaniu kilku portali, okazało się, że wybór pozostał pomiędzy dwoma. Takim zakładanym na kciuk (Norrkompas), który najlepiej nadaje się do szybkiej nawigacji na azymut i jest używany głównie na sprintach. Drugi typ, który ostatecznie kupiłem, to tzw. płytka, czyli kompas trzymany w dłoni, który można nałożyć na mapę i nawigować. Do tego ma wiele przydatnych podziałek i linijkę, która pomaga w określaniu odległości. Poza tym postanowiłem wyposażyć się jeszcze w ‚camellbaga’, tak żeby nie paść z pragnienia, a zarazem żeby nie musieć biegać z butelką, czy jakimś dużym plecakiem.

Sama impreza odbywała się pod Grodziskiem Wielkopolskim. Na miejscu stawiliśmy się w czwórkę: Marek, Paweł, Mariusz i Ja. Zbiórka i biuro odbierania numerów mieściło się w wigwamie na obrzeżach miasta. Zebrało się jakieś 70 osób, które miały rywalizować ze sobą w czterech kategoriach: Piesza 20 (TP20), Piesza 50 (TP50), Rowerowa 20 (TR20), Rowerowa 50 (TR50).

Miłą niespodzianką było losowanie nagród, które… odbyło się przed biegiem. Do tego nasza czteroosobowa grupa miała 50% skuteczność i Marek z Pawłem wygrali nagrody 🙂 Po takim początku można było zacząć.

Na 5min przed startem otrzymaliśmy mapy. Jak się okazało całe to studiowanie oznaczeń w domu na niewiele się przydało, bo mapy dostaliśmy topograficzne. Punktów do odnalezienia było sześć. Szybki rzut oka na mapę i obraliśmy sobie kierunek biegu i plan działania. Mariusz, który od pozostałych ma znacznie szybsze tempo biegu, wybrał inna kolejność zaliczania punktów. Śmieszne było to, że nie było większość ludzi jeszcze studiowało mapę, a tu naglę… GO. I zaczęło się.

Expressowo


Założenie było, że biegniemy spokojnie drogą do pierwszego punktu, który miał być na cmentarzu.  No biegniemy, po pierwszej krzyżówce, zrobiło się luźniej, bo większość wybrało inną kolejność zaliczania punktów. Wszystko szło zgodnie z planem, gdy nagle jeden koleś biegnący przed nami, niepodziewanie zbiegł z drogi i tnie ścierniskiem na skróty. Chwila zastanowienie i … nie możemy być gorsi 😉 , biegniemy z nim. Tym sposobem trochę nadrobiliśmy, a zarazem przemoczyliśmy buty do cna 🙂

Znalezienie pierwszego punktu, poszło całkiem sprawnie. Co ciekawe, dobiegamy tam równo z jedną parą rowerzystów, która robi trasę TR20 i ma te same punkty co my. Pozostałe trzy punkty kontrolne udaje się odnaleźć również w miarę sprawnie. Większość czasu biegniemy drogami, ale czasami skracamy sobie wybierając trasę na azymut. Technika ta sprawdza się dość dobrze. Przyszedł czas na odnalezienie punktu nr 5. I tutaj zaczął się labirynt. Spędzamy tutaj dobre 30min nim go odnajdujemy. Pocieszeniem może być, to że nie jesteśmy jedyni. W pewnym momencie, w koło było jakieś 20 osób i każdy kręcił się w kółko i przeklinał organizatorów, że na bank ukryli gdzieś ten punkt 😉 W końcu się udaje. Jak sprawdziłem potem na mapie, kręciłem się tam w kółko 3km(!).  Pozostał już tylko jeden i finisz. Powoli zmęczenie daje się we znaki, ale myśl że to już prawię koniec dodaje nam sił. Gdy tylko odnajdujemy ostatni punkt i wbiegamy na ostatnią prostą, zaczyna się sprint. Maras, zaczyna przyspieszać i wydaje się że nie ma zamiaru zwalniać. Tętno skacze do góry i osiąga 186. Ostatecznie wpadamy na metę z czasem 03:31:30 zajmując 17 miejsce w kategorii Open na 45 możliwych. Jak na debiut wyszło naprawdę nieźle.

Imprezę była naprawdę udana. Bieganie samo w sobie jest przyjemne, jak do tego dodać szukanie punktów, orientację, bieg przez pola, łąki, strumienie i zgarnianie pajęczyn na twarz, to jest jeszcze jeszcze fajniej. Z przyjemnością wezmę udział jeszcze raz w takim orientowaniu się. Choć sam sport nie jest tak popularny jak zwykłe bieganie, i takich imprez nie ma tak dużo. Do tego zwyczajowo obowiązującym dystansem jest 50km, co może na początku odstraszać, ale myślę że za rok można by się pokusić nawet o start na takim dystansie! 🙂

Tagi , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz